OKF na „Grojkonie”

Tym razem nie mogliśmy sobie odpuścić wypadu na „Grojkon”, tym bardziej, że konwent odbywał się tak blisko nas i obfitował w liczne atrakcje. Niektórzy wybrali się na jeden dzień, inni zostali na dłużej, wszyscy bawili się bardzo dobrze – tak przynajmniej myślę, bo narzekań żadnych nie słyszałem. Cieszy także to, że OKF coraz śmielej zaznacza swą obecność na turniejach poza Oświęcimiem. Turnieje battlowe, karciane, games room, liczne bloki ciekawych prelekcji, dział dla fanów mangi i anime, wiele interesujących pokazów – z pewnością każdy w programie „Grojkonu”, który odbył się w Bielsku-Białej w dniach 11 – 13 marca, mógł znaleźć coś godnego uwagi.

Jak nam poszło? Całkiem nieźle. Nasz dream team battlowy – legendarny „Drink Team” niestety zdezerterował w ostatnim momencie – w składzie Thalantyr (kapitan), Orion, Pershing, Moria i Rymar mierząc się z najlepszymi drużynami zajął ostatecznie przedostatnie miejsce. Ambicji, woli walki i dobrej zabawy nie zabrakło, a to najważniejsze. Zebrane podczas turnieju doświadczenia z pewnością będą procentować w przyszłości, tym bardziej, że na turnieju nie zabrakło uczestników z odległych zakątków, z którymi nasi klubowicze nie mieli jeszcze okazji się mierzyć.

W zmaganiach miłośników karcianek reprezentowali nas Orlik (Magic: the Gathering) oraz Kask, Koziu i Rashid (L5K). Nie było źle. W pokonanym polu Orlik zostawił dwudziestkę graczy, a trójka samurajów ulokowała się w okolicach środka stawki.

No i trzeba pochwalić Yukine, która niezmordowanie korzystała pełnymi garściami ze wszystkiego, co miało tylko jakiś związek z Japonią.

Statystyki, statystykami – ważne dla kronik – niemniej pora na garść refleksji. Z pewnością miłośnicy fantastyki z Bielska-Białej odwalili kawał świetnej roboty. Nagromadzenie tak wielkiej ilości konwentowych atrakcji wymaga dłuuuuugiego planowania, sporo samozaparcia i wiele straconej energii, choć zapewne satysfakcja z dobrze wykonanego zadania jest olbrzymia. Co jasne, nie jest możliwe, by skorzystać ze wszystkich punktów programu. Podstawa konwentowego rzemiosła to umiejętny wybór specjałów z bogatej karty dań – pomagał w tym obszerny i wydany na kredowym papierze program, który dostał każdy z uczestników. Logiczne i przejrzyste zgrupowanie różnych atrakcji ze względu na ich tematykę, z pewnością ułatwiało podróżowanie po korytarzach dwóch szkół, gdzie impreza znalazła swą bazę.

Co mogę dodać od siebie? Jak na intelektualistę przystało 😉 korzystałem przede wszystkim z bloku prelekcji – sale poświęcone tematyce literackiej, horrorom i RPG sąsiadowały ze sobą, więc wystarczyło jedynie przejść kilka kroków, w zależności na co się miało właśnie ochotę. W okolicy krążyły tak zacne dla fantastyki persony jak Andrzej Pilipiuk, Łukasz Orbitowski, czy Jacek Komuda, więc chętni mogli zamienić z nimi słowo lub zdobyć autograf. Oferta prelekcyjna była interesująca i na tyle bogata, że i ja musiałem dokonywać ciężkich wyborów. Najtrudniej było zdecydować się, czy iść posłuchać Ignacego Trzewiczka, który w salce oddanej pod władanie „Portalowi” doradzał mistrzom gry, czy może uczestniczyć w prelekcji poświęconej twórczości H. P. Lovecrafta. Jako miłośnik Cthulhu i wszystkiemu co z nim związane wybrałem to drugie i byłem naprawdę mile zaskoczony. Prowadzący to spotkanie Paweł Ciećwierz, którego znałem z kilku opowiadań drukowanych niegdyś w magazynie „Science Fiction, Fantasy & Horror”, okazał się być nie tylko świetnym mówcą (nic dziwnego – wykłada literaturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim), ale i doskonałym animatorem dyskusji, która dość swobodnie rozgorzała podczas prelekcji. Co budujące okazało się, że młodzi ludzie są naprawdę oczytani i mają coś do powiedzenia o swoich literackich fascynacjach. Wypada mi jeszcze ukłonić się przed Andrzejem Pilipiukiem, który opowiadając o inspiracjach, pisaniu, planach i wielu innych aspektach pisarskiego rzemiosła, świetnie bawił zebraną publiczność. No i brawa za pomysł na to, by prelekcję o kanibalizmie poprowadził kucharz i autor książek kulinarnych. Odrobina horroru, humoru, praktycznych porad jak przyrządzić to i owo – ale przede wszystkich rzetelnej wiedzy o tym, co by nie mówić, odpychającym dość temacie – może przyda się w przyszłości.

Ja z pewnością nie żałuję, że się wybrałem. Skoda jedynie, że z racji czasowych ograniczeń nie mogłem zobaczyć tyle, ile bym chciał. Ale może będzie jeszcze okazja za rok, by nadrobić zaległości.

2 myśli nt. „OKF na „Grojkonie”

  1. Orion

    Oj prawda Pawle, prawda. Zabawy co niemiara a czasu mało. Ale tak to już jest że człowiek musi nauczyć się wybierać. 😀 Ze swej strony dodam, że pomimo dużego zmęczenia jestem tak naładowany pozytywną energią, że nie mogę się doczekać kiedy i my zorganizujemy podobną imprezę. Ale na to chyba jeszcze przyjdzie czas na razie trzeba ochłonąć, kurz i pył bitewny musi opaść a nasze umysły musi przeniknąć refleksja, bo jeśli zapamiętamy tą naukę to przyniesie ona podwójne korzyści.

  2. Orlik

    Ja tu jeszcze nic nie napisałem?! A to trzeba to naprawić :P. No więc fajnie było, trochę się nauczyłem, wzbogaciłem się o kilka landów i zaklepałem Grave Titany u Xila, co mnie bardzo cieszy, bo już mam pewnego sprzedawcę :). Co do NQ-zrobili kawał dobrej roboty. Oczywiście przeciwko takim pro nie miałem nic do powiedzenia, więc miejsce 72 z 91 mnie cieszy(2 zwycięstwa 7 gier, jak ktoś z Drink-Teamu będzie się śmiał to przypomnę mu, że sam zajął miejsce przedostatnie ^^). Żałuję tylko, że jak grałem z goblinami to nie miałem w side Infestów, głupie T2 mi ich nie dopuszcza :<

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *